2 kwietnia 2017

Wojna w Wietnamie, czyli "Matterhorn" Karla Marlantesa

Ciężko się pisze o książce, która ze względu na tematykę powinna być dobra, a nawet bardzo dobra, a okazuje się być... Tu powinien paść odpowiedni epitet, więc zastosuję eufemizm: porażką.

 Karl Marlentes to uczestnik wojny w Wietnamie. Na jego książkę trafiłam w Bibliotece Uniwersytetu Łódzkiego. Zachęcona opisem wzięłam ją do domu. I w tym miejscu chyba jakaś Opatrzność nade mną czuwała, ponieważ była to właśnie BIBLIOTEKA, a nie KSIĘGARNIA. 

Matterhorn to powieść o fragmencie wojny która toczyła się na przełomie lat 60. i 70. XX wieku. Przyznam szczerze, że jakoś wcześniej nie miałam okazji bardziej pochylić się nad tematyką wojny wietnamskiej poza minimum potrzebnych na studiach i do przeprowadzenia lekcji. Stąd moje zaciekawienie tym tytułem. Po 50 stronach stwierdziłam, że pewnie za mało przeczytałam, tym bardziej, że książka liczy ich prawie 700. Po 100 stronach stwierdziłam, że język wojskowy opanuję do perfekcji. Po 200 stronach stwierdziłam, że nie mam zwyczaju nie kończyć zaczętych książek. Po przeczytaniu całej stwierdziłam, że kompletnie nie wiem o co chodzi i chyba podręcznik do fizyki byłby dla mnie ciekawszy. Chaos w książce jest niesamowity. Do tego, niektóre opisy dłużą się niemiłosiernie i powtarzają się. Pewnie, gdyby książkę skrócić o 1/3 byłaby może ciekawsza. Trochę się zawiodłam, gdyż książkę wydała Sonia Draga - jedno z moich ulubionych wydawnictw. Z pewnością książka znajdzie się wśród jednych z najgorszych przeczytanych w tym roku.

Według Goodreadsa oceniłam na 2/5.

0 Odpowiedzi:

Prześlij komentarz