30 czerwca 2017

Grzegorz Kapła - "Gruzja. W drodze na Kazbek i z powrotem"



Ci, którzy bliżej mnie znają bądź też śledzą moje profile w mediach społecznościowych, wiedzą doskonale, że oprócz czytania książek, fotografowania i siatkówki, moją ogromną pasją są podróże. I gdybym przeniosła swoje wyprawy na mapę to nieskromnie powiem, że Europa jest prawie przeze mnie objechana. Fakt, Paryż bije na głowę całą resztę, ale wierzcie mi, że całkiem sporo w Europie widziałam. Mam jeszcze wiele miejsc, które w Europie bardzo chciałabym zobaczyć. Niektóre są póki co nierealnymi marzeniami, ponieważ zwiedzanie dzisiaj takiej Ukrainy jest dość ryzykowne. Nawet magiczna Mołdawia, choć nie jest bardzo droga, niestety ze względów bezpieczeństwa musi poczekać. Oczywiście na mojej liście jest też Gruzja, która kusi mnie od jakiegoś czasu, więc postanowiłam o niej poczytać.


Jeśli są ludzie w Polsce lub w Europie, którzy sądzą, że od 2008 roku Kaukaz jest już w miarę bezpieczny i można go swobodnie zwiedzać to gratuluję niewiedzy. Niestety jest to obszar, który leży na trasie ropociągów z Rosji, ale sam też jest w nią bogaty. Nic więc dziwnego, że dla Rosji jest to punkt strategiczny. Nawet myślę bardziej strategiczny niż wschodnia Ukraina. Kiedy w 2008 roku doszło do wybuchu kolejnej wojny w Gruzji śledziłam wydarzenia z dużą uwagą. I niestety, ale Europa tę wojnę przegrała. Co prawda dla Gruzinów bardziej znany jest dzisiaj Lech Kaczyński niż Lech Wałęsa, ale nie zmienia to faktu, że to Rosja w tym rejonie kontroluje sytuację. A sama Gruzja, jak cały Kaukaz jest niezwykle podzielona, ale silna i wytrwała.




Siłę Gruzji widać chociażby w kobietach, których życie na przestrzeni stuleci nie zmieniło się na gruzińskiej prowincji. 
Mijaliśmy wioski, w których kobiety okutane w czarne chustki pędziły krowy na trawę z tą samą niezachwianą pewnością w trwanie świata, która pozwoliła Gruzinom przeżyć tyle wojen i klęsk, że można byłoby nimi obdzielić pół świata. Czy to był czas Persów, którzy mordowali zakonników, a potem palili kościoły i zamki, czy komunistów, którzy klasztory zamieniali w chlewnie i zabijali szlachtę, ich dzieci i wnuki, czy też czas Rosji jadącej czołgami na Tbilisi, gruzińskie kobiety każdego dnia odprawiały ten sam rytuał: zakładały czarne chusty i szły z krowami, pochylając głowy pod krzyżem, a potem zbierały w sadach mandarynki i jabłka. Może stąd jest w Gruzinach ta niespożyta siła?
 Po lekturze książki trudno z Grzegorzem Kapłą się nie zgodzić. Gruzja to chyba jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie dominuje tradycja i kult historii. Gdzie wiara chrześcijańska czy muzułmańska nie były w stanie pokonać codziennych obrządków. I chociaż budowano kościoły, meczety, zamki, twierdze na ruinach starożytnych kultur, to nie udało się nikomu wykorzenić gruzińskich obyczajów. 

Gruzja, która wyłania się z książki polskiego podróżnika, jest krajem żyjącym w swoim tempie, bez pośpiechu. Gruzini wiedzą, że są na tyle silni, że nic tego nie zmieni i nie muszą się nigdzie śpieszyć i niczym martwić. Mogą spokojnie dumać nad przyszłością, nad pięknem świata i gór Kaukazu, popijając wino. Wieczorem spotkają się ze znajomymi i przy kieliszku będą bawić się całą noc. 




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.

0 Odpowiedzi:

Prześlij komentarz