27 czerwca 2017

Nie tylko piraci są z Karaibów - "Kraina miłości i zatracenia" Tiphanie Yanique





Przyznaję się bez bicia, że literatura obyczajowa do moich ulubieńców nie należy. Z reguły sięgam po kryminał, thriller, horror ewentualnie sci-fi lub fantastykę. Ale oczywiście gatunek obcy mi nie jest, bo kilka książek obyczajowych w życiu przeczytałam. Stąd moje sceptyczne podejście do książki Tiphanie Yanique. Obawiałam się, że będzie mi ciężko napisać recenzję. Internet też nie ułatwiał - książka spotkała się z ogromną falą krytyki. Jednak po przeczytaniu... wróć! Po połknięciu książki mam wrażenie, że Internet już więcej mi nie będzie pomagał. Książka jest genialna.

I nie piszę tylko dlatego, że dostałam egzemplarz do recenzji. Absolutnie nie. Jestem blogerem, który ma czelność zjechać książkę, jeśli się mu ona nie podoba. A akurat historia dwóch sióstr z Wysp Dziewiczych mnie naprawdę oczarowała.Do tego stopnia, że najchętniej wsiadłabym do samolotu i poleciała na resztę wakacji na Karaiby :)



"Kraina miłości i zatracenia" Tiphanie Yanique to, jak wspomniałam wyżej, historia dwóch sióstr Bradshow i ich przyrodniego brata Jacoba zaczyna się w zasadzie w okresie ich dzieciństwa. Niestety Eona i Anette muszą szybko dorosnąć, bowiem ich ojciec - kapitan statku - ginie podczas jednej z wypraw. Starsza Eona jest zmuszona zająć się młodszą siostrą. Żeby przeżyć sprzedaje rodzinną posiadłość i obie żyją na granicy ubóstwa. Gdy Anette wchodzi w okres dojrzewania pojawiają się pierwsze miłości, co szybko staje się utrapieniem Eony. Tym bardziej, że Anette decyduje się na błyskawiczny ślub i rodzi pierwsze dziecko...





Powieść absolutnie nie wieje nudą. Wręcz przeciwnie poleciłabym ją do lektury nad zimnym Bałtykiem. W magiczny sposób przenosi ona nas na barwne, kipiące miłością Karaiby. 



Za książkę dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

0 Odpowiedzi:

Prześlij komentarz