11 sierpnia 2017

Historia nudna nie jest! "Płomienna korona" Elżbiety Cherezińskiej




Nie jest tajemnicą, że jestem z historią za pan brat, a to dlatego, że najpierw ją zdawałam na maturze, potem studiowałam, a od pięciu lat uczę jej innych w szkole. Jednak coraz częściej spotykam się z tezą, że historia jest nudna, że po co się tego uczyć, jak jest Wikipedia. Nawet ostatnio zwiedzając sztolnię na Dolnym Śląsku, zapytałam przewodnika o możliwość prelekcji na temat podziemi III Rzeszy w szkole, odpowiedział, że to sensu nie ma, bo młodzież i tak nie jest zainteresowana, a największym problemem po wejściu do sztolni jest brak zasięgu w telefonie. Jedno jest pewne: historia jest jak zwierzę, jeśli ją pokochamy ona na pewno to odwzajemni i pokaże nam swoje najlepsze i najciekawsze fragmenty. 


Inną bajką jest osadzanie w realiach historycznych narracji powieści. Nie każdy ma taki dar, gdyż od autora wymagana jest wówczas ogromna wiedza o realiach historycznych, o języku używanym w danym czasie, a także znajomość pewnych obyczajów, które wówczas panowały. Dlatego też wielu autorów decyduje się na osadzanie swoich powieści w czasach współczesnych, a odwołują się oni jedynie do czasów przeszłych. Wyjątek stanowi fantastyka historyczna, która nie musi kierować się prawidłowym przebiegiem zdarzeń i bliżej jej do historii alternatywnej.


O Elżbiecie Cherezińskiej usłyszałam po raz pierwszy jesienią zeszłego roku. I już wtedy stwierdziłam, że warto by było kiedyś zapoznać się z jej twórczością. Dwie jej pozycje wylądowały na moim czytniku... i na tym, przyznaję się, się skończyło. Niestety tomiszcza opasłe, więc doszłam do wniosku, że potrzebuję trochę czasu na nie. Potem przyszły wakacje i moja współpraca z wydawnictwami się rozszerzyła, a książki Cherezińskiej cały czas czekały. Do recenzji Wydawnictwo Zysk - S-ka zaproponowało mi inną książkę Cherezińskiej, a mianowicie Płomienną koronę. Wcześniej widziałam zachwycony nią Bookstagram, więc zdecydowałam się na zrecenzowanie jej. I chociaż to jest trzeci tom, bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać,  bowiem to, co autorka stworzyła w tej powieści to miód na moje historyczne serducho. I na pewno sięgnę po poprzednie tomy, choćby mój portfel miał się na mnie pół roku fochać :)

Historia Płomiennej korony zaczyna się od powrotu Władysława Łokietka na ziemie polskie. Książę brzesko-kujawski był dla mnie zawsze człowiekiem zagadką, ale powiem szczerze, że miałam nieco inne wyobrażenie tamtych czasów. Otóż przed Władysławem stanęło bardzo poważne zadanie - zjednoczenie Królestwa Polskiego i oczywiście koronowanie się na króla Polski. Niestety książę łatwej drogi do tego nie ma. Nie dość, że sąsiedzi absolutnie nie są zainteresowani zjednoczeniem się Polski i budowaniem silnego tutaj państwa, to na dodatek Krzyżacy zaczynają prowadzić swoją mocno ekspansywną politykę niezgodną z wcześniejszymi umowami, a ponadto każdy chciałby być królem. Również Kościół kierowany przez Jana Muskatę nie bardzo widzi silnego monarchę na ziemiach polskich. Wraca bowiem do historii Bolesława Śmiałego, który to podniósł rękę na biskupa Stanisława. A tak naprawdę chodziło o obawy o pozycję i wpływy duchownych w Polsce zjednoczonej. W Płomiennej koronie mamy więc portret władcy, który nie tylko jest świetnym dowódcą, ale także doskonałym dyplomatą, gdyż swoimi decyzjami i dyskusjami jest w stanie przekonać możnych w Małopolsce, ale także na Wielkopolsce, co umożliwia mu sprawowanie władzy na dość sporym obszarem. 

Myślę, że Łokietek Elżbiety Cherezińskiej wyprzedził swoje czasy, natomiast autorka udowodniła, że to nie Polska w przeszłości zawsze goniła Europę, ale to Europa goniła Polskę i polskie systemy władzy. Jak dla mnie Elżbieta Cherezińska to nowy Sienkiewicz, tylko tym razem w spódnicy. I myślę, że pojawiła się we właściwym momencie, ponieważ Polacy znowu zapominają o swojej wspaniałej przeszłości i warto ją im przypomnieć, tak samo jak robili to pozytywiści w XIX wieku.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

0 Odpowiedzi:

Prześlij komentarz