15 października 2017

Joanna Maria Kaleta - "Riese. Tam gdzie śmierć ma sowie oczy"



W ostatnim czasie miałam okazję zapoznać się w końcu z twórczością pewnej polskiej autorki, której twórczość już od jakiegoś czasu mnie intrygowała. Joanna Maria Kaleta, bo o niej mowa, swoje powieści umiejscawia w czasach historycznych, co bardzo mi pasuje.

Początek lat 90. we Wrocławiu. Laura Szeliga jest prokuratorem, ale dostaje propozycję od znajomego przejścia do pionu ścigającego za zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu. Laura chętnie przyjmuje propozycję, choć jej mąż uważa, że nie da sobie rady. W trakcie pracy natrafia na teczkę Gustawa Zaremby - niemieckiego esesmana, który działał po wojnie w Górach Sowich w kompleksie Riese. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jej ojciec również nazywał się Gustaw Zaremba. Według informacji matki, zginął w wypadku, ale ciała nigdy nie odnaleziono. Dziewczyna jest przerażona, gdy po otwarciu teczki znajduje zdjęcie własnego ojca. Czyżby jej ojciec był zdrajcą i mordercą?

Kompleks Riese fascynował mnie na długo przed aferą ze złotym pociągiem, która wybuchła trzy lata temu. Czytałam na ten temat dużo książek, artykułów, oglądałam też wiele programów. Dlatego bardzo się ucieszyłam mając szansę w tym roku zobaczenia części kompleksu na własne oczy. Co prawda akcja powieści Joanny Marii Kalety dzieje się w Głuszycy, a ja zwiedzałam kompleks Włodarz, ale byłam w stanie wyobrazić sobie to, co autorka opisywała i zestawić z moimi informacjami, zbieranymi przez lata. Oczywiście wiadomo, że jest to fikcja literacka, jednak w niektórych momentach mocno odbiega od ostatnich ustaleń. 

Dla osób, które nie wiedzą: kompleks Riese to domniemana forteca nie tylko dla Hitlera, ale także dla kilkunastu tysięcy osób z otoczenia przywódcy Trzeciej Rzeszy. Miał to być schron na wypadek, gdyby doszło do wybuchu wojny nuklearnej. Niemcy nazistowskie były na dobrej drodze do rychłego stworzenia jej, lecz na szczęście udało się ten proces na czas wstrzymać. Nadejście frontu wschodniego, zmusiło Niemców do opuszczenia kompleksu, a także zlikwidowania obozu w Gross Rosen. To właśnie więźniowie z tego obozu byli wykorzystywani do pracy przy tworzeniu Riese. 

Cała budowa kompleksu przebiegała w ścisłej tajemnicy: do tego stopnia, że mielarki do przerobienia gruzu pracowały tuż przy samym kompleksie. Szybka ewakuacja zmusiła Niemców do wysadzenia wejść do sztolni w Górach Sowich, które w efekcie stały się miejsce spoczynku dla tysięcy więźniów. Do dnia dzisiejszego nie wiadomo do końca, co jeszcze kryją w sobie Góry Sowie. Urzędnicy państwowi nie pozwalają jednak na prowadzenie większych prac archeologicznych na tym obszarze.

Po lekturze książki bez wątpienia sięgnę po kolejną książkę tej autorki. Polecam dla miłośników historii drugiej wojny światowej - książka jest idealna na jesienne, długie wieczory.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Psychoskok.

0 Odpowiedzi:

Prześlij komentarz