11 lutego 2018

Ece Temelkuran - "Turcja. Obłęd i melancholia"





Każdy, kto choć raz był w Turcji, zgodzi się ze stwierdzeniem, że trudno jest znaleźć kraj, w którym jest tak wiele kontrastów. W swoim życiu miałam okazję ten kraj odwiedzić dwukrotnie. I to, co zawsze mnie zaskakiwało to umiejętność oddzielenia świata turystów od spraw polityki państwa tureckiego.

Pierwszy raz w Turcji byłam w Stambule ponad 10 lat temu. W międzyczasie w mieście odbywały się manifestacje i gdyby nie przypadkowe wejście na trasę manifestacji turysta nie miałby pojęcia o tym, że w mieście cokolwiek się dzieje. Stambuł dla turystów ma być tylko dla turystów, choć terroryści próbują zakłócić spokój - władzy dalej udaje się zapewnić bądź co bądź względne bezpieczeństwo. Myślę, że mało kto w Europie i na świecie zna pojęcie TURYSTYKA jak właśnie Turcja.

Druga moja wizyta, tym razem w słynnym Bodrum, miała miejsce w czasie, kiedy na granicy z Kurdystanem dochodziło do walk, w którym ginęli żołnierze tureckiej armii. Gdyby nie informacje we francuskiej telewizji, nie miałabym pojęcia o trwającym konflikcie. 

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że również dzisiaj informacje o sytuacji politycznej w Turcji praktycznie nie są przepuszczane do Europy, jakby wszyscy w Ankarze doskonali wiedzieli, jak bardzo państwo tureckie ucierpi, jeśli przynajmniej o kilka procent spadnie ruch turystyczny. Turcja bowiem to kraj biedny, a nawet bardzo biedny. Turcy po II wojnie światowej zagubili się w nowym świecie, chociaż Turcja jako państwo nie brała udziału w konflikcie. W latach 50. gwałtowne ruchy wojskowe o mały włos wpędziłyby Turcję pod wpływ ZSRR. Można powiedzieć, że w ostatniej chwili opór społeczeństwa pozwolił Turcji pozostać w poprawnych stosunkach ze światem Zachodu. Ponadto Turcja szybko stała się istotnym filarem NATO, co skrupulatnie podkreśla... i wykorzystuje na arenie międzynarodowej. 

W swoim zagubieniu dotrwała do lat 90. XX wieku, kiedy po upadku komunizmu i rozwoju Unii Europejskiej poważnie zaczęła kandydować do kręgu państw unijnych. Podjęto wiele starań, żeby Turcy byli Europejczykami. Rozważano istotną rolę Turcji w polityce Bliskowschodniej, także jej strategiczne położenie. Nawet opór Niemców nie był wystarczający, żeby powstrzymać Brukselę przed daniem zielonego świata Ankarze. Jednak do władzy Turcja dopuściła człowieka, który marzył o władzy, a państwo potraktował jak swoją własność. Recep Erdogan jako premier rozpoczął swój marsz po władzę najwyższą w państwie, przekonując kolejnymi reformami do siebie społeczeństwo. Turcja zaczęła pokazywać pazur Europie, ale także Rosji. Jeśli ktoś myśli, że Bruksela, Waszyngotn czy Moskwa ma wpływy na świecie, to po lekturze książki Temelkuran przekona się, że tak nie jest.

Ece Temelkuran w swojej pracy wypunktowuje politykę Erdogana od czasów objęcia rządu po pucz/rewolucję, w wyniku której kilkadziesiąt osób wciągu 24 godzin dostało się do więzienia i w znacznej części z zaocznymi wyrokami, cały czas w nich się znajdują. Obraz Erdogana, który wyłania się z książki tureckiej pisarki, pokazuje człowieka chorego na punkcie władzy, człowieka, który nie cofnie się przed niczym, realizując swój cel. Czytając książkę mam wrażenie, że prezydent dąży do tego, żeby być może być kolejnym Ataturkiem. Z melancholijnym podejściem do życia, jaki wyznają Turcy, może mu się to udać. Bowiem w tym kraju, który choć jest bardzo nowoczesny, cały czas trwa kult wielkiej Turcji, która rozdawała karty na świecie. 

Jeśli nie wierzycie to sięgnijcie po książkę Ece Temelkuran, a następnie lećcie do Stambułu i usiądźcie w jednej z licznych kawiarenek. Prawdziwa Turcja siedzi w ogródkach kawiarnianych i popijając çay delektuje się przeszłością i wizją państwa Erdogana, traktując ludzi pokroju Temelkuran jako przewrotowców.

Osobiście polecam książkę do lektury, zwłaszcza, że sytuacja w polityce międzynarodowej się zmienia, a Turcja rozpoczęła swoja kolejną wojnę. Nie będziecie żałować czasu na lekturę!

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Książkowe Klimaty.

0 Odpowiedzi:

Prześlij komentarz